TymkorI'm ready!

Udostępnij

Red Bull Stratos – jak jeden skok ze stratosfery zmienił marketing?

Osiem milionów widzów oglądających transmisję na żywo w serwisie YouTube. Setki milionów wyświetleń materiałów wideo. Tysiące publikacji w mediach na całym świecie.

Biały kask astronauty na betonowym podestcie z turkusowym pasem na tle widoku Ziemi z kosmosu.
Spis treści
  1. Skok, który oglądał cały świat
  2. Red Bull nie sprzedawał napoju
  3. Planowanie kampanii trwało kilka lat
  4. Media jako część historii: od wyzwania po zakulisowy guerilla marketing
  5. Dlaczego Red Bull Stratos odniósł sukces?
  6. Najważniejsze wnioski

Osiem milionów widzów oglądających transmisję na żywo w serwisie YouTube. Setki milionów wyświetleń materiałów wideo. Tysiące publikacji w mediach na całym świecie.

A wszystko po to, aby wypromować napój energetyczny.

Brzmi nieprawdopodobnie, ale właśnie to udało się marce Red Bull w 2012 roku podczas projektu Red Bull Stratos. Zamiast tradycyjnej eklamy firma stworzyła wydarzenie, którym przez wiele tygodni żył cały świat. 

Dziś Stratos jest analizowany jako przykład tego, jak agencja mediowa, dom mediowy czy agencja marketingowa B2B mogą budować zainteresowanie marką dzięki angażującej historii i precyzyjnie przygotowanej strategii.

Skok, który oglądał cały świat

14 października 2012 roku austriacki skoczek Felix Baumgartner wzbił się balonem na wysokość blisko 39 kilometrów, aby następnie wykonać skok ze stratosfery.

Wydarzenie było transmitowane na żywo i śledzone przez miliony widzów. W szczytowym momencie transmisję na YouTube oglądało jednocześnie ponad osiem milionów osób, co w tamtym czasie było rekordem platformy. Pokazało to całemu światu, jak zrobić viral i poprowadzić buzz marketing na niespotykaną dotąd skalę. 

Choć celem misji było pobicie rekordów wysokości i prędkości, dla Red Bulla równie ważne było pokazanie wartości, z którymi marka od lat chciała być kojarzona: odwagi, przekraczania granic i podejmowania wyzwań. Stratos nie był odbierany jak spot reklamowy. Był wydarzeniem relacjonowanym przez media informacyjne, portale technologiczne, stacje telewizyjne i użytkowników mediów społecznościowych.

Czarna sylwetka człowieka z plecakiem patrzącego w dal na tle rozgwieżdżonego nieba i Drogi Mlecznej.


Red Bull nie sprzedawał napoju

Największą siłą kampanii było to, że przez większość czasu nie mówiła o produkcie.

Nie pojawiały się spoty porównujące napój z konkurencją ani komunikaty bezpośrednio zachęcające do zakupu. Zamiast tego marka opowiedziała historię człowieka, który próbuje dokonać czegoś niezwykłego. Odbiorcy nie śledzili transmisji dlatego, że interesował ich napój energetyczny. Chcieli zobaczyć, czy misja zakończy się sukcesem. Produkt pozostał w tle, ale marka była obecna na każdym etapie historii.

Planowanie kampanii trwało kilka lat

Sam skok trwał zaledwie kilka minut, ale przygotowania do projektu zajęły ponad pięć lat. Za sukcesem nie stał przypadek, lecz długofalowa strategia. 

Gdy za projekt odpowiada agencja reklamowa dla dużych firm, wie ona doskonale, że fundamentem jest precyzyjne planowanie kampanii. Red Bull współpracował z inżynierami, lekarzami, naukowcami i ekspertami od komunikacji, dokumentując każdy krok. Publikowano materiały wideo, zdjęcia oraz informacje z testów, stopniowo budując napięcie. 

Ten poziom zaangażowania to doskonały przykład na to, jak wygląda kompleksowa obsługa marketingowa – cała komunikacja rozwijała się przez wiele miesięcy, aż po finałową kulminację.

Media jako część historii: od wyzwania po zakulisowy guerilla marketing

W tradycyjnej kampanii agencja mediowa planuje głównie gdzie i kiedy zostanie wyemitowana reklama. W przypadku Stratosu media pełniły znacznie szerszą funkcję.

YouTube stał się głównym miejscem transmisji na żywo, a media społecznościowe nakręcały dyskusję. Całość dopełniały standardowe formy promocji, w tym precyzyjnie zaplanowane kampanie outdoor oraz elementy wpisujące się w miejski guerrilla marketing, informujące o zbliżającym się skoku. 

Tradycyjny zakup mediów nie był jedynym źródłem zasięgu – kluczowe okazały się organiczne publikacje redakcyjne. Dom mediowy nie powinien więc analizować wyłącznie kosztu dotarcia do odbiorcy (CPM). Powinien również ocenić, jak poszczególne kanały mogą wspólnie budować napięcie i poczucie uczestniczenia w historycznym wydarzeniu.

Srebrna przyczepa Airstream z logo Red Bull Stratos i postać w kombinezonie skoczka stratosferycznego.

Dlaczego Red Bull Stratos odniósł sukces?

  • Marka nie była jedynie sponsorem. Stała się organizatorem i częścią wydarzenia.
  • Emocje i autentyczność okazały się ważniejsze niż czysta prezentacja produktu. 
  • Długofalowa komunikacja sprawiła, że zainteresowanie projektem rosło stopniowo przez wiele miesięcy. 
  • Wartość informacyjna - media chciały relacjonować wydarzenie, traktując je jako przełomowe wydarzenie.
  • Transmisja na żywo stworzyła unikalne poczucie uczestniczenia w historycznym momencie.

Najważniejsze wnioski

Red Bull Stratos pokazał, że największe akcje marketingowe nie powstają w ciągu kilku tygodni. Są efektem przemyślanej strategii, konsekwentnej realizacji i umiejętnego wykorzystania potencjału mediów na każdym etapie opowiadanej historii.

Niezależnie od tego, czy pracujesz nad lokalnym projektem, czy Twoim wsparciem jest doświadczony dom mediowy dla korporacji albo wyspecjalizowana agencja mediowa (np. z Warszawy), prawdziwy przełom w marketingu następuje wtedy, gdy marka przestaje nadawać reklamy, a zaczyna tworzyć popkulturę.


Udostępnij

Autor

Karolina Stanczewska

Marketing Project Manager

Marketing był jej planem od początku, choć zawodowa ścieżka chętnie zbaczała z utartych szlaków. Przeprowadziła ją przez świat mediów społecznościowych, wyzwania komunikacji kryzysowej i włoskie dolce vita, by ostatecznie doprowadzić dokładnie tam, gdzie mierzyła od zawsze. W pracy fascynują ją świeże, odważne koncepty: takie, które potrafią zaskoczyć, przyciągnąć uwagę i nadać działaniom własny charakter. Wierzy, że dobry pomysł może być początkiem historii, o której pamięta się na długo. Inspiracji szuka wszędzie, ale najchętniej w klimacie włoskich uliczek, z fotela teatrów muzycznych i w wyścigowym tempie Formuły 1.

Powiązane wpisy